Siedemdziesiąt lat temu, 1 marca 1947 roku, otwarto w Rumi pierwszy, przez długi czas jedyny, powojenny dom dziecka na Wybrzeżu. Prowadzony przez Towarzystwo Salezjańskie, do 1960 roku zapewniał opiekę sierotom wojennym, nieletnim z rozbitych rodzin, ofiarom przemocy domowej czy młodocianym przestępcom.

Ksiądz Feliks Żołnowski
Powstanie sierocińca wiąże się z postacią ks. Feliksa Żołnowskiego, który przybył do Rumi w 1945 roku. Jego zadaniem było wznowienie działalności salezjanów – zarówno duszpasterskiej, jak i wychowawczo-oświatowej, rozpoczętej w 1937 roku, a przerwanej na skutek wojny.

W pierwszym rzędzie pod skrzydła salezjanów trafili chłopcy z miejscowych rodzin. Szybko zorganizowano dla nich oratorium, drużynę harcerską, bibliotekę i zajęcia dokształcające. Jednak ksiądz Żołnowski zauważył, że o wiele większej pomocy potrzebują dzieci osierocone, które spotykał coraz częściej na ulicach Rumi i Gdyni.

Po przygarnięciu pierwszych chłopców ks. Żołnowski rozpoczął starania o otwarcie domu dziecka. Ostatecznie udało się to w marcu 1947 roku. Mimo skromnych środków, sierociniec udało się odpowiednio wyposażyć. Miejsca noclegowe dla sierot urządzono w baraku wojskowym, który dwa lata wcześniej przekazała Marynarka Wojenna z Oksywia. Łóżka i materace pochodziły z darów amerykańskich.

Nieopodal baraku urządzono salki lekcyjne, świetlicę, umywalnię i niewielki szpital. Kuchnia i jadalnia znajdowały się w domu państwa Żelewskich, darczyńców działki pod zakład salezjański. W styczniu 1948 roku udało się zarejestrować sierociniec pod nazwą „Dom Dziecka Towarzystwa Salezjańskiego”. W tym czasie placówka liczyła już 70 wychowanków.

Trudna praca
W domu dziecka opiekę znaleźli nie tylko chłopcy osieroceni, ale też z biednych lub patologicznych rodzin. Corocznie pomoc otrzymywało około stu dzieci. Salezjanie zapewniali im mieszkanie, wyżywienie oraz odzież, a także pomoc w nauce (dzieci uczęszczały do szkoły państwowej) i znalezieniu pracy. System wychowania opierał się na regułach ks. Bosko. Wychowankowie włączali się też aktywnie w życie lokalnej społeczności, współorganizując różnego rodzaju uroczystości i festyny.

Praca z młodzieżą nie zawsze była jednak łatwa. Część chłopców, którzy mieli problem z przystosowaniem się do życia zgodnie z regułami domu dziecka, okazywała jawne nieposłuszeństwo wychowawcom, a nawet próbowała uciekać. Najbardziej spektakularna była próba ucieczki kilkorga wychowanków do Szwecji za pomocą ukradzionego kutra. Zdarzały się też bardziej niebezpieczne wypadki. W 1953 roku trzech chłopców, którzy uciekli na Górę Markowca, odnalazło wojenne niewybuchy. W czasie zabawy pociski eksplodowały, zabijając dwóch z nich.

Zamknięcie placówki
Niezależny od państwa dom dziecka, w dodatku prowadzony przez Kościół, był nie do zaakceptowania przez władze komunistyczne. Już w 1949 roku władze zmusiły do odejścia ks. Żołnowskiego, którego zastąpił ks. Feliks Cieplik. Przez całą dekadę lat pięćdziesiątych komuniści starali się zamknąć placówkę. Jednak prowadzony wzorowo sierociniec długo opierał się podobnym działaniom.

Po otrzymaniu przez Rumię praw miejskich przy zakładzie salezjańskim utworzono nową parafię – NMP Wspomożycielki Wiernych. Funkcję dyrektora domu dziecka objął wówczas ks. Marian Adamski, który podjął walkę z władzami o utrzymanie placówki. Jednak mimo jego wysiłków, 1 lipca 1960 roku Ministerstwo Oświaty definitywnie zakazało dalszej działalności. Jako powód podano nieodpowiednie warunki bytowe oraz fakt, że nie wszystkie dzieci były faktycznie sierotami. Dom dziecka zamknięto 1 września tegoż roku.

Zdjęcia archiwalne pochodzą z publikacji „Zakład Salezjański w Rumi 1937-1960” autorstwa Jarosława Wąsowicza SDB. Artykuł autorstwa Dariusza Rybackiego ukazał się w Rumskich Nowinach, wyd. z czerwca 2017 r.